Rzeczpospolita Partyjna

W teorii współczesnej demokracji parlamentarnej władzę w państwie sprawują przedstawiciele większości obywateli, wyłonieni drogą wyborów powszechnych. Ich powinnością jest tak rządzić państwem, by godzić różne, często sprzeczne, interesy poszczególnych grup społecznych w imię szeroko pojętego dobra wspólnego. Godzić, a nie skłócać.

Partia polityczna, która dochodzi do władzy, antagonizując społeczeństwo, dzieląc je na lepszy i gorszy sort, przywłaszczywszy sobie uprzednio podstawowe wartości narodowe i patriotyczne, z którymi każe się w swej działalności identyfikować, wykorzystując przy tym społeczną niewiedzę, polityczną naiwność albo niechęć do polityki, którą politycy wszystkich opcji skutecznie zdołali zaszczepić znacznej części społeczeństwa, a następnie sprawuje w tym duchu władzę, przystępując do instytucjonalnego zawłaszczania państwa, stosując, co gorsza, praktyki autorytarne i totalitarne, nie wspiera ustroju demokratycznego państwa prawa, przez co przestaje być, przynajmniej z moralnego punktu widzenia, partią prawa i sprawiedliwości.

Pomóżmy politykom.

Drodzy Państwo,

 

wszyscy jesteśmy obywatelami tego państwa: ludźmi pracy, emerytami czy studentami.

Mamy w tym państwie należne prawa, ale i obowiązki. Jeśli właściwie je wypełniamy, powinniśmy być za to doceniani, wynagradzani i szanowani. Student za to, że się kształci, emeryt za wkład pracy, jaki wniósł swym życiem w rozwój tego kraju, a pracujący obywatel za bieżący trud, którego podejmuje się codziennie, by zarobić na życie i pomnażać dochód narodowy.

Ci spośród nas, którzy pracują lub pracowali, dobrze wiedzą, że podejmując pracę należy udokumentować swoje kwalifikacje czy też zaprezentować umiejętności niezbędne do jej wykonywania oraz  zgodzić się formalnie na warunki i zasady wykonywanej pracy poprzez podpisanie tzw. umowy o pracę. Umowa ta wyznacza nam ramy naszych praw i obowiązków na danym stanowisku pracy, określa czynności, jakie będziemy musieli wykonywać, naszych przełożonych, czas wykonywanej pracy i wynagrodzenie za nią. W okresie zatrudnienia wynagradzani jesteśmy tylko wtedy, gdy właściwie wywiązujemy się z obowiązków określonych podpisaną wcześniej umową o pracę, co potwierdzają z reguły nasi bezpośredni przełożeni, wydając o nas opinię.

Tak pojęty system funkcjonuje od lat, regulując poprawność stosunków pracy w państwie i zapewniając mu stabilność funkcjonowania i jego harmonijny rozwój.

Czy nie odnosicie Państwo często wrażenia, że nasi politycy nie do końca pasują do wyżej opisanych reguł, którym cały świat pracy podlega? Wybierani wszak przez nas drogą wyborów powszechnych do służenia nam w misji sprawowania władzy, nie odpowiadają wszystkim kryteriom, jakie towarzyszyć winny im w wykonywaniu tego zaszczytnego wyróżnienia ze społecznego nadania przecież. Czy polityk stać może ponad prawem? Czy wykorzystywanie swego immunitetu w przypadkach nie związanych z pełnioną misją społeczną powinno być przez nas tolerowane? Czy politykowi, który ma częstokroć moc stanowienia prawa, któremu wszyscy musimy następnie podlegać, wolno jest publicznie kłamać, skłócać i dzielić społeczeństwo? Czy wolno mu narzucać szeroko pojętemu społeczeństwu swój światopogląd i własną ideologię? Oczywiste jest, że partia przejmująca władzę w państwie po wygranych wyborach powszechnych ma prawo do sformowania nowego rządu w oparciu o swych aktywistów. Ma prawo do dokonania zmian personalnych na kluczowych stanowiskach centralnego szczebla władzy. Czy ma ona jednak etyczne prawo do obsadzania swymi ludźmi urzędy i stanowiska nie związane z centralnym zarządzaniem państwem? Czy ma prawo do bezpardonowego zawłaszczania państwa? Dlaczegóż to zdarzać się może, że polityk, wyznaczany przez swoją partię będącą u władzy na odpowiedzialne stanowisko państwowe lub urząd, nie musi mieć nieraz odpowiednich kwalifikacji, bo wystarczy partyjne zaufanie do niego? Czy moralnym jest wykorzystywanie politycznej pozycji do realizacji swych osobistych bądź partyjnych interesów, w tym faworyzowania siebie i swoich bliskich? Czy nie jest wysoce nieetycznym, gdy polityk zostający np. posłem zmienia w trakcie kadencji, na którą z mandatu społecznego został do Sejmu powołany, partię polityczną a czasem nawet polityczną opcję? Czy daje tym dobry przykład społeczeństwu na wierność swych poglądów i osobistą wiarygodność swej postawy? Czy politycy piastujący określone stanowiska lub urzędy państwowe nie powinni rozliczać się przed społeczeństwem ze swych wykonanych, bądź nie zrealizowanych czy zaniechanych zadań, zwłaszcza tych, które były przedmiotem obietnic wyborczych? W świecie pracy wszechobecna jest wszakże różnego rodzaju sprawozdawczość w tym zakresie, na podstawie której oceniana jest na bieżąco przez pracodawcę przydatność pracownika na danym stanowisku. Dlaczego nie ma podobnej procedury w polityce, która służyć ma społeczeństwu?

Politycy są grupą społeczną o szczególnym znaczeniu dla funkcjonowania państwa i jego obywateli. Kształtują bowiem byt narodowy i wpływają swą działalnością na losy wszystkich obywateli. Ich aktywności nie zawsze towarzyszą jednak ramy określonych praw i obowiązków, tak jak to ma miejsce w tzw. „świecie pracy”, a już na pewno nie bieżący nadzór tych, którzy ich do działalności politycznej powołali, a więc nas, czyli społeczeństwa. W świecie pracy pracownik monitorowany jest każdego dnia, w którym swą pracę wykonuje.

Za błędy może być upomniany, a nawet ukarany przez swego przełożonego zgodnie z Kodeksem Pracy. W skrajnym przypadku naruszenia stosunku pracy może nawet przez niego zostać zwolniony. Tymczasem polityk, zwłaszcza pełniący istotną rolę w państwie, pozostawiony jest swojej woli, swojej ocenie sytuacji, swym zamierzeniom, a później czynom.

Ci, którym swoje ważne miejsce w polityce zawdzięcza, mogą go rozliczyć dopiero prawem kolejnych wyborów powszechnych. W czasie bieżącej kadencji wolno mu jest więc kierować się własnym bądź partyjnym interesem. Społeczną niechęć do niego, niezadowolenie z jego politycznej postawy lub decyzji obywatele mogą wyrażać wyłącznie dyskusjami w swoim gronie, różnymi petycjami kierowanymi do władz, a w skrajnym przypadku organizowanymi protestami społecznymi, pochłaniającymi ich cenny osobisty czas i energię.

Czy to normalne, że nad politykiem nie ma bezpośredniego nadzoru ze strony czynnika obywatelskiego, któremu ów polityk zawdzięcza swój polityczny byt?

Czy właściwym jest dalsze funkcjonowanie szeroko pojętego życia politycznego, w którym obywatel-wyborca powołujący polityka do twórczej aktywności politycznej staje się do terminu kolejnych wyborów powszechnych niejako jego zakładnikiem, nie mając wpływu na to co ów z mandatu społecznego uczyni?

 

Szanowni Państwo,

pomóżmy naszym politykom! Domagajmy się określenia norm i zasad ich politycznej aktywności, by wiedzieli co im wolno a czego nie! Polityka jest taka, jaka jest, bo norm i zasad bieżącej działalności politycznej jest niestety w znacznej mierze pozbawiona. Dlatego budzi w nas niesmak, a często nawet i odrazę. Z pewnością truizmem jest stwierdzenie, że oczekiwalibyśmy etycznie postępujących polityków, właściwie wypełniających społeczną misję, do której ich drogą wyborów powszechnych powołujemy. Nie będzie już jednak truizmem nasze społeczne żądanie etycznej regulacji całokształtu działalności politycznej w ramach nowego typu prawa karno-etycznego dla polityków, której zasady zaproponowane zostały w projekcie Kodeksu Etyki Politycznej, nazwanego Kodeksem Politetycznym.

Zachęcam do jego lektury na stronie www.kodekspolitetyczny.pl

 

Przemysław Kroczyński

 

kodeks

Kodeks Politetyczny (www.kodekspolitetyczny.pl)

Szanowni Państwo,

rozwój stosunków społeczno-politycznych na świecie nie nadąża za galopującym postępem naukowo-technicznym, który, dzięki błyskawicznemu obiegowi informacji i możliwości coraz szybszego komunikowania się, wywiera istotny wpływ na wzrost świadomości społecznej. Jego efektem jest m. in. wzmożony ruch migracyjny obywateli państw Trzeciego Świata do państw bogatego Zachodu w poszukiwaniu lepszego tam dla siebie bytu.  Z kolei w zamożnych państwach o ustroju demokratycznym społeczna świadomość coraz mocniej zaczyna poddawać krytyce nie dostosowujący się do zmian cywilizacyjnych system sprawowania władzy. Polityka, jako domena zajmująca się dążeniem i utrzymaniem władzy państwowej, staje się w odczuciu społecznym dziedziną coraz bardziej wyalienowaną społecznie, na którą obywatele mają zbyt mały wpływ, a która stanowi przecież o ich losie. Schemat wyborczy, będący tradycyjnym politycznym vox populi demokratycznego społeczeństwa, jawić się zaczyna w postrzeganiu nowoczesnego obywatela państwa prawa jako instrument niedoskonałego nadzoru ogółu obywateli nad swymi reprezentantami wyznaczonymi w ich imieniu do sprawowania władzy. Społeczny i prawny izolacjonizm politycznego establishmentu otoczonego ponadprzeciętnymi przywilejami, zdarzająca się korupcja polityczna, polityczny nepotyzm, mobbing i stalking, a przede wszystkim niemożność obywatelskiego wpływania na decyzje polityków sprawujących władzę, to typowe powody niechęci obywateli do polityki i ludzi nią się zajmujących. Bieżące wydarzenia w Polsce pokazują aż nadto wyraźnie do czego może doprowadzić polityczna działalność pozbawiona faktycznego społecznego nad nią nadzoru. Mamy oto okopanych na swoich pozycjach zantagonizowanych polityków i podzielone ideowo przez tych polityków społeczeństwo. Bezkarność natury etycznej cechująca typową działalność polityczną, a więc zawłaszczanie państwa przez partie rządzące, powszechne posługiwanie się językiem obłudy i nienawiści, kłamstwem (także wyborczym), oszczerstwem, insynuacją i innymi niecnymi praktykami życia publicznego, w tym podsycającymi antagonizm poszczególnych grup obywateli do siebie, wzmaga wzajemną niechęć a nawet agresję obywateli, co może stać się w pewnym momencie zarzewiem otwartego niekontrolowanego konfliktu społecznego.

Z tych to względów, podważających obywatelskie zaufanie do demokratycznego systemu państwa prawa, powołać należałoby do życia jak najszybciej Kodeks Etyki Politycznej, z proponowaną dla niego nazwą Kodeksu Politetycznego. Zainicjowałby on swoim pojawieniem się w demokratycznym prawodawstwie nowy typ prawa karno-etycznego dla polityków, a wraz z nim nowoczesny system bieżącej kontroli społecznej nad całokształtem wszelkiej aktywności politycznej, w tym sprawowaniem władzy. Tak funkcjonujący akt prawny dyscyplinowałby polityków między sobą, skutecznie uzdrawiając naszą chorą społeczno-polityczną rzeczywistość i poprawiając wzajemne relacje polityków ze społeczeństwem. Dopiero wówczas zaczęłoby to społeczeństwo uznawać ich za swą autentyczną elitę delegowaną przez siebie w drodze wyborów powszechnych do zaszczytnego sprawowania władzy.

Kodeks Politetyczny miałby szansę stać się prawnym narzędziem społeczno-politycznego pojednania, tak nam bardzo teraz potrzebnego. Dlatego też powinniśmy teraz wszyscy domagać się wprowadzenia go w nasze prawodawstwo!

Nieetyczność rządzenia a narodowa racja stanu

Partia, która dochodzi do władzy i nagle wprowadza cichaczem w całym państwie, a więc wobec wszystkich jego obywateli, głębokie zmiany, nie anonsując ich uprzednio społeczeństwu, nie może wzbudzać powszechnego zaufania, a tym bardziej entuzjazmu.

Tego rodzaju polityczna aktywność wyraźnie pokazuje jak niedoskonały  jest system społecznego nadzoru nad politykami. Taki system wiarygodnej społecznej kontroli nad bieżącą działalnością polityczną partii (koalicji) rządzącej po prostu nie istnieje. Nie może nim być przecież w świetle prawa ulica. Niestety to ona pozostaje do tej pory jedynym skutecznym instrumentem wyrażania społecznego niezadowolenia z bieżącej polityki rządzących.

Po wygranych wyborach rządzący politycy są niemal bezkarni w realizowaniu swych zamierzeń. Wolno im urzeczywistniać swój partyjny program, zarówno ten jawny, zgodny z wcześniejszymi przedwyborczymi zapowiedziami, jak i ten tajny, trzymany aż do wyborów w tajemnicy przed społeczeństwem  przez partyjnych decydentów. Sytuację tę naród musi niestety tolerować aż do kolejnych wyborów, nie mając przez cały ten czas praktycznej gwarancji na prowadzenie w jego imieniu polityki zgodnej z narodowym interesem, określanym też jako racja stanu. Znamienne jest, że definicja narodowej racji stanu nie jest społeczeństwu znana. A przecież powinna być ona dokładnie określona i podana do publicznej wiadomości.

Polityczne bluźnierstwo Polaków lepszego sortu

Nieustanne prawienie przez wyznawców kultu „Jarosława” o komunistach nadal podobno panoszących się po Rzeczypospolitej, to nieprawne i niesprawiedliwe straszenie nie wiedzieć kogo upiorami przeszłości, agresywne deklarowanie swej obywatelskiej wyższości i aroganckie przyznawanie sobie większych praw do Polski, to prymitywna zagrywka propagandowa na przechwycenie monopolu na prawdę i prawo do stanowienia o losach państwa. Ten współczesny Polak „komunista” i często nie katolik, to zdaniem wzorcowego narodowo-katolickiego wszechpolaka abnegat, obywatel gorszego sortu, złodziej prawdziwej polskości, którą swym liberalnym światopoglądem jakoby zdradził. Od tej wrednej reguły są jednak zaszczytne w swym cyniźmie wyjątki, choćby w osobie byłego peerelowskiego sędziego Stanisława Piotrowicza, który skazywał w czasach PRL demokratycznych  opozycjonistów a teraz bierze udział w demontażu elementów konstrukcyjnych ustroju demokratycznego państwa prawa, o które ci opozycjoniści wówczas walczyli. W tym kontekście jakże cynicznie brzmią słowa pana prezydenta Andrzeja Dudy, który zaraz na wstępie swej prezydentury ułaskawił swego byłego partyjnego kolegę, czym dopuścił się w przekonaniu wielu rodaków politycznego nepotyzmu, a na gdańskiej uroczystości upamiętniającej kolejną rocznicę krwawych wydarzeń grudnia 1970 roku oświadczył o swym wstydzie za sądownictwo III Rzeczypospolitej, która, jak się raczył wyrazić, ”nie umiała skazać sprawców zbrodni Grudnia’70″, dobrze wiedząc jaką przeszłość ma za sobą naczelny prawnik PiS Stanisław Piotrowicz. Oj, Panie Prezydencie, chyba rzeczywiście jest Pan plastikowy.

Odpowiedzialność polityczna

Czy to normalne, że rządowi wolno jest podejmować strategiczne dla państwa i jego obywateli decyzje bez uprzedniego sprawdzenia czy są one zgodne z Konstytucją? Na czym polega praktykowana polityczna odpowiedzialność za losy państwa? Czy aby nie na tym, jak pokazuje przykład z OFE, że najpierw politycy „mówią”, podejmując kluczowe decyzje, a potem dopiero „myślą” czy były one zgodne z prawem, narażając państwo i jego obywateli na nie przewidziane perturbacje?

Politykierat

Kampania wyborcza w toku. Na polskich ulicach rozlewa się polityczna propaganda. I znów kokietują nas z wyborczych billboardów twarze kandydujących do Parlamentu polityków. Uśmiechnięte sztuczną serdecznością bądź spowite aureolą pozowanego zatroskania. Zapewne o losy kraju i o nasz byt. Znamy już ten slogan.  I ponownie mamy uwierzyć w ten przedwyborczy teatr, w którym jesteśmy konstytucyjnymi marionetkami a oni marnymi politaktorami o kilku twarzach, w których wkrótce po wyborach sami się pogubią.

Nie dajmy zwieść się pozorom, Szanowni Państwo. Nie wybieramy ludzi, których tak naprawdę życzylibyśmy sobie mieć u steru władzy. Zawsze przychodzi nam wybierać tzw. mniejsze zło. To nie jest demokracja spełniona. To zaledwie pozorna demokracja o charakterze technicznym, bo dokonujemy jakiegoś tam domniemanego wyboru narzuconego nam panującym systemem politykieratu, czyli trzymania nas, jako społeczeństwa, w partiokratycznym klinczu. To nie jest demokracja natury ideowej, której jako obywatelskie społeczeństwo pragniemy. Politykami nie są bowiem ludzie, których sobie do władzy wybieramy lecz ci, którzy sami się do niej pchają w celu zrobienia w niej kariery wizerunkowej albo materialnej. My mamy przez nasz udział w wyborach tylko ten niechciany stan zatwierdzić. Dlatego właśnie tak niechętnie podążamy do urn i tak negatywne zdanie mamy o polityce i politykach. A mogłoby się to wszystko zmienić, gdybyśmy zaufali idei projektowanego Kodeksu Politetycznego, który wprowadzić może etyczne zasady działalności politycznej i sprawić, że będziemy mieli w przyszłości obywatelski nadzór nad poczynaniami wszystkich polityków bez wyjątku. By tego dokonać powinniśmy najpierw masowo poprzeć projekt Kodeksu, potem założyć pierwszą obywatelską partię etyczną, która zrewolucjonizuje całą źle funkcjonującą scenę polityczną. Chcieć, to móc, więc chciejmy a będziemy mogli! Głosujmy zatem masowo za projektem Kodeksu Politetycznego!

Migracyjny pat

Aktualny problem migracyjny jest znacznie szerszy niż tylko uchodźczy. To początek wielkiego exodusu obywateli państw Trzeciego Świata do zamożnych państw Unii Europejskiej o najlepiej rozwiniętej polityce socjalnej. To eksplodujący na naszych oczach potężny konflikt cywilizacyjny, którego kryzys syryjski jest tylko zarzewiem.

Komunikowanie się ludzi i powszechny obieg informacji są teraz także udziałem tej biednej części świata, której obywatele zapragnęli po prostu lepszego życia i odważyli się z godną podziwu determinacją na spełnienie tego pragnienia, wykorzystując współczucie Europejczyków dla poniewieranych wojną Syryjczyków. To z takiej właśnie perspektywy powinniśmy oceniać bieżące wydarzenia i przygotować się, że w najbliższej przyszłości napływać zechcą do nas nie tylko uchodźcy, jak to głoszą nonszalancko europejscy optymiści, ale coraz większe rzesze biedoty z Bliskiego Wschodu i całej Afryki. Bezgraniczną dobrocią i niekontrolowaną otwartością nie jesteśmy w stanie tego narastającego problemu rozwiązać. Tym bardziej, że masy przesiedleńcze zagrażać mogą z powodu różnic kulturowo-obyczajowych zachowaniu naszej własnej tożsamości.

Świat stanął na demograficznym rozdrożu. Odważne etyczne decyzje powinni teraz podjąć wszyscy unijni politycy, by nie doszło do eskalacji cywilizacyjnych napięć z możliwymi nieodwracalnymi dla nas wszystkich skutkami.

W jedności- siła. Stany Zjednoczone Europy to jedyna sensowna przyszłość Europy

Wobec hegemona postępu cywilizacyjnego jakim są Stany Zjednoczone Ameryki, potężniejących gospodarczo na wielką skalę  Chin, nieobliczalnej w swych imperialistycznych zapędach a niedorozwiniętej ekonomicznie Rosji oraz zagubionych w realiach zmieniającego się światowego porządku  i nie przewidywalnych w reakcjach swych obywateli państw Trzeciego Świata, Europa zdaje się nie mieć innego wyboru jak skonsolidować się w potężnym wysiłku zjednoczeniowym w wielkie państwo starokontynentalne porzucające dotychczasowe egocentryczne patriotyzmy, które niweczą nasz wzajemny paneuropejski wysiłek, a budujące nowy wspólny nam wszystkim patriotyzm ogólnoeuropejski. Europejczycy muszą zrozumieć, że podstawą naszego przyszłego bytu jest zbiorowa europejska tożsamość z jednym organizmem politycznym, administracyjnym i gospodarczym, w którym porozumiewanie się dokonywałoby się scalającym wszystkich nas jednym europejskim językiem.

By tego dokonać nie może Grek udawać, że nie oszukuje, żyjąc po cichu ponad stan a Niemiec z tego powodu pogardzać Grekiem. Trzeba tu wzajemnego opamiętania się rodzącego obopólne zaufanie, takie jakim obdarzają się w rodzinie nawzajem bracia. Póki tego nie zrozumiemy, będziemy wszyscy tylko gośćmi we własnym europejskim domu, do którego będą chcieli zaglądać także i inni……..

Demokratyczny antysystem

Dwudziestoprocentowe poparcie Pawła Kukiza w wyborach prezydenckich anno domini 2015 nie wzięło się znikąd.  Tak pokaźną jak na początkującego polityka ilość głosów zebrał Kukiz na fali rosnącego społecznego niezadowolenia  z dotychczas praktykowanego sposobu sprawowania władzy. Wystarczyło, że Kukiz głośno obwieścił Polakom swoje antyestablishmentowe NIE i bez żadnego przygotowania i poplecznictwa zjednał sobie zaraz milion wyborczych głosów. To nie fenomen, jak zdają się teraz twierdzić polityczni komentatorzy. To odbicie aktualnego stanu świadomości społeczno-politycznej Polaków. To przejaw kipiącego w wielu polskich głowach buntu przeciw nieetyczności rządzenia, przeciw partyjnemu zawłaszczaniu powszechnego dobra, jakim jest demokracja. To nie Kukiz jest antysystemowy, jak to w tej chwili głoszą niektórzy politycy czy dziennikarze. Siłą Kukiza jest właśnie upominanie się o przywrócenie systemowości demokratycznego ustroju. Kukiz wtopił się poglądowo w mainstreamową nastrojowość wielu naszych rodaków, zwłaszcza tych młodych, rozgoryczonych antydemokratycznym partyjniactwem, nie zajmującym się w pożądany sposób problematyką społeczną lecz nade wszystko wzajemnymi rozgrywkami międzypartyjnymi szachującymi do tej pory skutecznie całe polskie społeczeństwo od czasu pamiętnej katastrofy smoleńskiej, jak gdyby to od tego zdarzenia zacząć się miała jakaś nowa era dla Polski i Polaków cementująca na długi czas wspomniane tu już antydemokratyczne partyjniactwo.

Kukiz jest systemowy, Mili Państwo. To aktualna społeczno-polityczna rzeczywistość oddala się coraz bardziej od meritum systemowości demokratycznego państwa prawa – prawa, które powinno służyć społeczeństwu a nie politykom i ich partiom!

 

Przemysław Kroczyński